O autorze
"Oby przyszło Ci żyć w ciekawych czasach”. Chyba w dziejach ludzkości nie było lepszego momentu dla pasjonatόw zagadnień ekonomicznych, w ktόrym ta maksyma byłaby bardziej prawdziwa niż jest to teraz. Na tym blogu będę się starał Państwu przybliżyć nurtujące nas wszystkich zagadnienia z perspektywy “finansowej Mekki”, miasta, ktόre nigdy nie śpi i w ktόrym każdy na codzień styka się z wielkim światem biznesu. Będziemy poruszać tematy trudne, często nie mające łatwego wytłumaczenia, jak rόwnież te z pozoru proste, ale niosące ze sobą głębszą puentę. Ja, profesor finansόw z New York University Stern School of Business, inwestor amator, zapalony podrόżnik i wielbiciel nart będę się starał Państwa przekonać, że finanse i gospodarka są niezgłębioną skarbnicą naprawdę fascynujących tematόw. Zapraszam do wspόlnej dyskusji.

Pytanie za Sto Miliardów Dolarów

W biznesie amerykańskim często funkcjonuje powiedzenie „cash is king“, czyli gotówka oznacza potęgę. Chyba w tym powiedzeniu jest trochę prawdy, szczególnie patrząc na tę maksymę z punktu widzenia firmy Apple. Ostatnie wieści mówią, że gotówka w firmie Apple osiągnęła astronomiczną sumę 100 miliardów dolarów. To prawie tyle ile kraje strefy Euro zdecydowały się w tym tygodniu przeznaczyć na pomoc Grecji. Pytanie, które nurtuje wszystkich to dlaczego Apple tak naprawdę trzyma swe pieniądze w przysłowiowej skarpetce, szczególnie w kontekście zerowych stóp procentowych oferowanych na rachunku depozytowym.

Niektórzy akcjonariusze firmy Apple uważają, że tak duże zasoby pieniądza mogą hamować wartość firmy. W finansach, mówi się, że wartość akcyjna spółki zależy w dużym stopniu od dwóch czynników: ile firma generuje ze swoich operacji i na co wydaje wypracowane zyski? Prosta zasada mówi, że firma maksymalizująca wartość akcyjną spółki powinna wypłacić nadmiar gotówki akcjonariuszom jeśli koszt tej operacji jest mniejszy niż koszt niezrealizowanych inwestycji. Z drugiej strony, gotówka powinna zostać w firmie i wykorzystana na inwestycje jeśli oczekiwane zyski z przyszłych inwestycji są większe niż koszt finansowania tych inwestycji.



W przypadku Apple żadna z tych teorii nie wydaje się mieć miejsca. Firma nigdy nie wypłaciła dywidendy jak również nie przeznacza nadmiaru gotówki na cele inwestycyjne. Zacznijmy od dywidendy, opowieść, którą często przytaczano dotyczyła jej legendarnego szefa Steve'a Jobsa. Otóż Jobbs podobno miał mieć bardzo złe nastawienie do Wall Street i uważał, że zysk Apple nie powinien napełniać kieszeni bogatych inwestorów. Nawet jeśli ta opowieść ma w sobie cień prawdy to jednak od dobrych kilku miesięcy Jobsa z nami już nie ma a decyzje odnośnie dywidendy nie uległy zmianie.

Ktoś może powiedzieć, że Apple ma tyle wartościowych projektów, że nie powinna jej przeznaczać na bezproduktywną wypłatę dywidendy. Póki co jednak tych inwestycji nie ma. Co takiego zatem może wstrzymywać Apple od uruchomienia olbrzymich pokładów gotówki? Być może firma szykuje się do ofensywy na rynku fuzji i przejęć i planuje przeznaczyć pieniądze na jakiś wielki zakup. Cóż, ciężko wyobrazić sobie potencjalny cel. Może Facebook? Niektórzy mówią, że firma Marka Zuckerberga jest warta 100 miliardów dolarów, więc mogłaby być łakomym kąskiem dla firmy z Cupertino. Może Microsoft lub Amazon? A może jeszcze ktoś inny? Póki co, ciężko znaleźć dobry punkt takiego przejęcia. Myślę, że włodarze firmy dobrze o tym wiedzą i nie śpieszą się z tą decyzją. Przykład Microsoftu, który zapłacił olbrzymią cenę za Skype, transakcję, która nie wzbudziła zbytniego entuzjazmu akcjonariuszy może być dobrym ostrzeżeniem przed pochopnym podejmowaniem decyzji.

Niektórzy mówią, że firma powinna przeznaczyć pieniądze na zakup własnych akcji co teoretycznie powinno potwierdzić wiarę firmy we własne siły i potencjalnie zwiększyć jej wartość. Dane z przeszłości sugerują jednak, że takie transakcje często nie mają bezpośredniego przełożenia na cenę firmy, co może ograniczać słuszność takiej decyzji.

Być może Apple jest zarządzany przez menedżerów o wyjątkowej awersji do ryzyka i wydaje im się, że bufor gotówki ograniczy ich ryzyko na wszelkiego rodzaju wstrząsy z zewnątrz. Ciężko sobie jednak wyobrazić wstrząs, który wymagałby nakładu 100 miliardów dolarów a jeśli tak to osobiście nie chciałbym być jego świadkiem.

Jakby na to nie patrzeć obecne decyzje wydają się ograniczać wartość akcji spółki. Z drugiej strony, patrząc na ostatnie osiągnięcia Apple i jej wzrost akcji do magicznego poziomu 500 dolarów za akcję wydaje się, że inwestorzy wydają się mieć dobrze i pewnie dużej presji z ich strony nie będzie, co zresztą widać po ostatnich wyborach rady nadzorczej firmy, która dostała pełną aprobatę akcjonariuszy (no może poza Al Gore’m, który ponoć dostał tylko 80% poparcia). Poza tym, poza drobnymi incydentami z Chin, Apple wciąż jest symbolem nowoczesności i pewnego kultu, z czym ja osobiście jak najbardziej się zgadzam, pisząc ten tekst na moim pięknym Mac-u.

Cóż, wydaje się, że Apple potrzebuje salomonowego rozwiązania. Być może Apple powinien pójść śladami Buffetta czy Gates'a i zacząć się angażować w działalność charytatywną. A może powinien przeznaczyć pieniądze na gigantyczną ekspansję na rynki poza USA. Trzeba pamiętać, że nasycenie rynku produktami Apple jest wciąż stosunkow niewielkie, szczególnie poza Stanami Zjednoczonymi i jest kwestią czasu kiedy pan Wang z Pekinu czy pan Krishnan z Mumbaju zapragnie własnego i-pada. Ekspansja na inne rynki na pewno byłaby kosztowna. Ja mam tylko nadzieję, że nikt nie namówi Tim Cooka na sfinansowanie pomocy dla Grecji.
Trwa ładowanie komentarzy...