O autorze
"Oby przyszło Ci żyć w ciekawych czasach”. Chyba w dziejach ludzkości nie było lepszego momentu dla pasjonatόw zagadnień ekonomicznych, w ktόrym ta maksyma byłaby bardziej prawdziwa niż jest to teraz. Na tym blogu będę się starał Państwu przybliżyć nurtujące nas wszystkich zagadnienia z perspektywy “finansowej Mekki”, miasta, ktόre nigdy nie śpi i w ktόrym każdy na codzień styka się z wielkim światem biznesu. Będziemy poruszać tematy trudne, często nie mające łatwego wytłumaczenia, jak rόwnież te z pozoru proste, ale niosące ze sobą głębszą puentę. Ja, profesor finansόw z New York University Stern School of Business, inwestor amator, zapalony podrόżnik i wielbiciel nart będę się starał Państwa przekonać, że finanse i gospodarka są niezgłębioną skarbnicą naprawdę fascynujących tematόw. Zapraszam do wspόlnej dyskusji.

Nieco o Budżecie USA

W zeszłym tygodniu, prezydent USA, Barrack Obama przedstawił obszerny dokument dotyczący prognozowanego budżetu na rok 2013. Jak można się było spodziewać, proponowany budżet wywołał lawinę komentarzy i sporów

Głównym elementem sporu wydaje się być kwestia wielkości zadłużenia amerykańskiej gospodarki. Demokraci proponują zwiększenie wydatków i w konsekwencji deficytu budżetowego do astronomicznej sumy prawie 16.5 bilionów dolarów. To kolejny bilion dodatkowego zadłużenia, które biorą na siebie USA a co gorsze przekraczają one magiczny poziom 100% zadłużenia w stosunku do ich PKB, tzn. kraj będzie winien więcej niż wynosi cała jego produkcja. Niby to nic wielkiego, w końcu wiele krajów europejskich ma jeszcze wyższe poziomy zadłużenia. Z drugiej strony wiemy co te problemy ze sobą ostatnio przyniosły.



Niepokojącą wydaje się być również dynamika z jaką dług ten narasta, co obrazuje poniższy wykres.



W okresie 2007-2011 dług publiczny zwiększył się dwukrotnie, na co przede wszystkim wpłynęły koszty związane ze służbą zdrowia i sektorem zbrojeń.

Kolejnym punktem zapalnym jest limit długu, który wynosi 16,4 bilionów dolarów. Jeśli wydatki publiczne wzrosną powyżej tego poziomu to możemy przeżywać podobną sytuację do tej z ostatniego lata 2011 kiedy to Republikanie i Demokraci spierali się odnośnie podniesienia poziomu limitu zadłużenia. Tym razem sytuacja będzie jeszcze ciekawsza w kontekście listopadowych wyborów prezydenckich. Trudno się spodziewać by kongresmen Boehner i jego republikańscy koledzy byli skłonni do jakichkolwiek ustępstw. W końcu kłopoty z budżetem to mniejsza szansa na reelekcję Barracka Obamy. Czyżby zatem szykowała się nam powtórka w postaci kolejnego kryzysu finansów publicznych? Trudno wyrokować, ale jesień za oceanem zapowiada się na pewno ciekawie.

W propozycji budżetowej kryją się jeszcze i inne potencjalne pułapki i można by przytoczyć wiele argumentów za i przeciw proponowanym rozwiązaniom. Ja jednak chciałbym poruszyć nieco inny problem—ten dotyczący zasadności niektórych wydatków. Nawet jeśli uznamy, że należy zwiększać wydatki inwestycyjne, nie jest oczywiste, że każdy wydatek przełoży się na wzrost gospodarczy. W finansach często przytacza się miarę NPV czyli tzw. wartości netto danej inwestycji. Nie wchodząc w szczegóły, określa się ją porównując oczekiwaną wartość zysków z danej inwestycji z jej kosztami. Prosta zasada mówi, że należy inwestować w projekty dla których oczekiwane przychody przewyższają oczekiwane koszty, tzn. te z dodatnią wartością NPV. W tym aspekcie, patrząc na propozycje budżetu amerykańskiego zaciekawiły mnie dwie pozycje: wydatki na koleje wysokich prędkości i wydatki na usługi pocztowe.

W budżecie USA zaplanowano wydatek rzędu 50 miliardów dolarów na rozbudowę takich kolei w różnych regionach kraju, niekiedy niezbyt gęsto zaludnionych. To olbrzymia suma, stanowiąca ok. 10% całego produktu krajowego brutto Polski z roku 2010. W kontekście budżetu USA to wciąż znaczące 5% całych rocznych wydatków. Osobiście uważam, że to inwestycja z negatywną wartością NPV czyli taka, która nigdy nie powinna mieć miejsca.

Jest kilka powodów, które mnie ku temu skłaniają. Odległości w Stanach są dużo większe niż na przykład te, które są w Europie czy na przykład w Japonii. W związku z tym, większość podróży odbywa się drogą lotniczą. Wydaje się, że poza wschodnim korytarzem między Bostonem a Waszyngtonem po którym już porusza się tzw. Acela Express, inne obszary USA nie będą miały wystarczającego zainteresowania wśród podróżnych. Oczywiście do tego dochodzi kwestia kosztów, która przypomina mi podobny projekt w Europie: tunel pod Kanałem La Manche. Jest to klasyczny przykład nietrafionej inwestycji, która do dnia dzisiejszego zmaga się z finansowaniem pomimo wielu prób restrukturyzacji jej długu. Ostatnim problemem jest czas budowy tej infrastruktury.

Przykład Stanów przywodzi mi również na myśl pomysł polskiego „igreka”, czyli kolei wysokich prędkości mającej połączyć Warszawę i Łódź z Poznaniem i Wrocławiem. Pomimo wielkiej sympatii do kolei mam wrażenie, że i polski pomysł może być jednym z serii tych nieopłacalnych. Należy mieć nadzieje, że zanim decyzje zostaną podjęte ktoś przeprowadzi rzetelną ocenę jego przychodów i kosztów.

Z drugiej strony są też w projekcie budżetu pozycje, które moim zdaniem zasługują na pozytywną ocenę. Dla mnie klasycznym przykładem jest finansowanie usług pocztowych. Jednym z pomysłów jest obniżenie ich kosztów poprzez likwidację dostarczania poczty w soboty. Na pozór wydaje się, że to tylko niewielki odsetek kosztów, jeśli jednak odniesie się go do 300 milionowego państwa o obszarze wielkości Europy to szybko można policzyć, że koszt jednego dnia pracy listonoszy w USA jest niebagatelny. Jeśli do tego dodamy, że usługi pocztowe powoli ograniczają się do dostarczenia ulotek reklamowych, które momentalnie lądują w specjalnie lokowanych koszach do recyklingu, to pomysł wydaje się być wyjątkowo trafiony.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie zostanie on zablokowany przez silne lobby pocztowych związków zawodowych, któremu Demokraci niezwykli są odmawiać. Póki co prezydent Obama, po porażce we wprowadzaniu do gospodarki paneli słonecznych, co obserwowaliśmy na przykładzie firmy Solindra wydaje się wstępować w nowy, niekoniecznie szczęśliwy mezalians z kolejowym gigantem, firmą Amtrak. Cóż, tak właśnie wygląda polityka gospodarcza w praktyce.

Zapowiada się nam zatem kolejny rok politycznej walki o przychody i wydatki, szczególnie ciekawy w tym ważnym roku wyborczym. Jedno jest pewne: to nie ostatni raz kiedy słyszymy o budżecie.
Trwa ładowanie komentarzy...